W poszukiwaniu śladów wyprawy z 1939 roku
Kolejny i najprawdopodobniej ostatni dzień w Mansiari (2300 m npm) członkowie wyprawy spędzili na załatwianiu dalszych formalności oraz poszukiwaniu śladów wyprawy z 1939 roku.
Pamięć po polskiej wyprawie w 1939 roku prawie zupełnie zatarła się w tutejszej społeczności. Pokolenie tragarzy, którzy mogli być zaangażowani przez Jakuba Bujaka i jego partnerów, odeszło. Pomimo to udało się znaleźć osobę związaną z historyczną wyprawą. Więcej w relacji mp3 Janka Lenczowskiego oraz "pisanej" Narcyza Sadłonia.
W środę rano karawana alpinistów i tragarzy rusza w kierunku bazy głównej.
Janek Lenczowski - relacja: mp3
Relacja osobista Narcyza Sadłonia:
Jesteśmy w Indiach już ponad tydzień. Zespół zgrywa się powoli, relacje międzyludzkie układają się, poznajemy swoje wady i zalety.
Jasiu wraz z oficerem łącznikowym tworzą zespół zadaniowy do działań administracyjnych. To ich niepodzielne królestwo. We wszystkich oficjalnych dokumentach Jasiu widnieje jako kierownik i organizator i z nikim innym żaden urzędnik nie podejmuje nawet rozmowy. Podobnie z oficerem łącznikowym - jest to urzędnik rzędowej organizacji przydzielony nam "odgórnie" i jego obowiązkiem jest monitorowanie, nadzorowanie i prowadzenie wszelkich relacji miedzy nami, a instytucjami rządowymi.
Zespołem organizacyjnym i w przyszłości górskim, w naturalny sposób dowodzi Jarek Woćko. Wynika to nie tyle z jego wieku, ile z doświadczenia i wyraźnych umiejętności kierowniczych. Pozostali członkowie zespołu są przydzielani do konkretnych zadań.
Kolejny dzień spędzamy w Munsyiari (Mansiari). Trochę w tym naszej winy, bo nie mamy dostatecznie dużo cierpliwości i umiejętności w podejściu do tutejszych urzędów. Przygotowania administracyjne są jednak na dobrej drodze i z dużym prawdopodobieństwem możemy mówić, że jutro wyruszymy na trekking wraz z karawaną.
Pogoda, podobnie jak większość okoliczności, sprzyjają nam. Nie pada, nie jest za ciepło, ale w sam raz. Jedzenie, choć nie jest to typowa europejska kuchnia, dobrze przyswajają nasze żołądki. Z wyjątkiem zwykłych "czyszczeń" jelit, czyli tzw. biegunek podróżnych, nie mieliśmy większych problemów zdrowotnych. Liczę na to, że tak pozostanie, ale medycznie jestem przygotowany na różne i niekorzystne okoliczności.
W dniu wczorajszym (27.04.09, podczas gdy grupy zadaniowe realizowały konieczne przed wymarszem czynności), wraz z Rafałem poszukiwaliśmy śladów historii i legendy. Pamięć po polskiej wyprawie w 1939 roku prawie zupełnie zatarła się w tutejszej społeczności. Pokolenie tragarzy, którzy mogli być zaangażowani przez Jakuba Bujaka i jego partnerów, odeszło. Dotarcie do ich dzieci nie jest łatwe. Dzięki pomocy doktora SHER SINGH'a, który we własnym domu założył i prowadzi "tribal heritage museum", udało nam się odnaleźć córkę kierownika tragarzy pierwszej polskiej wyprawy w Himalaje - Diwan'a Durgi Singh Martolia. Spotkanie w jej rodzinnym domu w sąsiedniej wsi (musieliśmy pokonać kilka kilometrów stromych, górskich ścieżek, żeby tam dotrzeć), z udziałem Jasia Lenczowskiego, nie obyło się bez łez.
W dziale Fotogaleria pojawiły się kolejne zdjecia. Zapraszamy.